Polki w Gruzji – Swanetia

Swanetia to górski region położony w północno-zachodniej części kraju. To właśnie tam znajduje się najwyższy szczyt Gruzji – Szchara (5068m) oraz okryta złą sławą Uszba (4710m), która pochłonęła znacznie więcej ludzkich istnień niż popularny Kazbeg (5034m). W ostatnim czasie infrastruktura turystyczna Swanetii przeszła ogromną metamorfozę. Za przykład może posłużyć miejscowość Mestia, w której odrestaurowano centrum oraz mocno rozbudowano bazę noclegową. Przemiany te są korzystne dla lokalnej ludności i turystów, ale powodują komercjalizację regionu. Pomimo tych transformacji, Mestia cały czas jest idealnym miejscem na rozpoczęcie górskiego trekkingu. Wychodzą stamtąd szlaki m.in.: do lodowca Chalaadi, jezior Korduli i wioski Uszguli – ponoć najwyżej położona wioska w Europie.  

Swanetia

Mestia ze swoimi kamiennymi wieżami.
Mapa regionu.
Dzień 1

W Tibilisi kupujemy bilety na pociąg z kuszetkami do Zugdidi. Warto zrobić to kilka dni wcześniej, gdyż wychodzi wtedy taniej (niestety, ale nie pamiętam ceny!). W Zugdidi łapiemy marszrutkę prosto do Mestii za 15lari (30zł). Na miejscu jesteśmy wieczorem, dlatego od razu rozbijamy namiot na wzgórzu nieopodal czerwonego szlaku. Z naszego obozowiska rozpościera się piękny widok na lodowiec Chalaadi.

Gruzja jesienią.
Dzień 2

Z samego rana ruszamy w kierunku lodowca Chalaadi. Chcemy przyjrzeć się mu z bliska. Trasa jest bardzo łatwa, przez co czasami wydaje się mało atrakcyjna. Po niecałych 3h marszu osiągamy cel. Na trasie kręciło się sporo osób i samochodów. Powrót zajął nam ok. 2,5h. Rozbiłyśmy się w tym samym miejscu co wczoraj.

W drodze na lodowiec.
Lodowiec Chaaladi.
Dzień 3

Po sytym śniadaniu (ah ta niezastąpiona owsiankaJ) wyruszyłyśmy do oddalonej o jakieś 3 dni marszu miejscowości Ushguli. Cały czas wędrowałyśmy czerwonym szlakiem. Na samym początku musiałyśmy zmierzyć się z dość stromym podejściem. Nasza męczarnia jednak się opłaciła, gdyż z góry widoki były fantastyczne.... 


Następnie doszłyśmy do malutkiej wioski, w której od razu zaopatrzyłyśmy się w świeży chleb. Zapłaciłyśmy za niego fortunę! Jego cena uświadomiła nam, że jesteśmy w baaaaaaaaaardzo turystycznym regionie.

Idąc cały czas szlakiem (tak nam się przynajmniej wydawało) w pewnym momencie weszłyśmy na …… plac budowy wyciągu narciarskiego! Bardzo nieprzyjemne miejsce. Wszystko było pozagradzane barierkami oraz dużymi maszynami, w powietrzu unosił się kurz, a obok nas non stop przejeżdżały ogromne tiry. Uciekłyśmy stamtąd czym prędzej do wioski Chvabiani. A tam, od samego początku, doświadczyłyśmy gruzińskiej gościnności. Jeden z mieszkańców wsi zaprosił nas na spoczynek i udostępnił nam swój ogród na rozbicie namiotu.

Sielanka we wsi Chvabiani.
Dzień 4

Pożegnałyśmy się z gruzińskimi gospodarzami i popędziłyśmy dalej. Zyskałyśmy jednak przewodnika w postaci …. dziadka, który zapragnął nas wyprowadzić na szlak (nawet nie wiedziałyśmy, że z niego zboczyłyśmy J). Po kilku minutach żwawego marszu dogonili nas Gruzini na koniach proponując „podwózkę”. W taki o to sposób nasz trekking zamienił się w konną przejażdżkę. 

Idealne warunki do trekkingu :)
Piękna mozaika kolorów.
Dzień 5

O poranku było bardzo mroźno, dlatego od razu wrzuciłyśmy coś ciepłego na ząb (czyt. owsiankęJ ) i ruszyłyśmy w drogę. To był ostatni dzień marszu do Ushguli. Szlak był przyjemny i bardzo dobrze oznaczony. Do miejscowości dotarłyśmy jednak nie na nogach, a jeepem. Wszystko dzięki Baczy – Gruzinowi, który postawił sobie za punkt honoru ugoszczenie nas i pokazanie Szchary – najwyższego szczytu Gruzji.  

Poranek

Dzień 6

Pora wracać. Miałyśmy duże szczęście, bo bez większych problemów złapałyśmy stopa do ścisłego centrum Mestii. Zaoszczędziłyśmy dzięki temu sporo lari. Jadąc jeepem ogarnęło nas nadzwyczajne zmęczenie. Byłyśmy tak bardzo wyczerpane, że postanowiłyśmy dzisiaj nie wyjeżdżać z Mestii. Rozbiłyśmy namiot, rozpaliłyśmy ognisko i rozpoczęłyśmy … zasłużony relaks i regenerowanie sił!    

Nasz namiot.
Krótka przerwa.
Relaks :)
Kolejny piękny widoczek.

UWAGA: Dla osób lubiących trekking!! Warto zmodyfikować trasę i z Kutaisi dostać się marszrutką do Lentheki. Stamtąd rozpocząć pieszą wędrówkę w kierunku Ushguli, a następnie w kierunku Mestii. 

Tekst: Małgorzata Popiołek
Zdjęcia: Małgorzata Popiołek, Marta Skibińska
Redakcja: Przemysław Rychter

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz