Rowerowy Potop na Szwecję

W tamtym roku, operator promowy Stena Line oraz Akademicki Związek Studentów AZS po raz pierwszy zorganizowali Rowerowy Potop na Szwecję. Impreza cieszyła się ogromnym zainteresowaniem wśród entuzjastów rowerowych wycieczek, co zaowocowało kolejną edycją. Pomysłodawcy chcąc sprostać oczekiwaniom rowerzystów zorganizowali w tym roku w maju aż 3 wypady do Szwecji.  

Kolejka na prom.

Na czym polega cała zabawa? W nocy z niedzieli na poniedziałek płyniemy promem z Gdyni do Karlskrony. W Szwecji jesteśmy o 9 rano. Przygotowano tam dla nas kilka tras rowerowych – najkrótsza ma 45km, a najdłuższa ponad 200km. Wybieramy jedną z nich i jedziemy całym peletonem za przewodnikiem, albo samemu. Jeśli ktoś ma ochotę, może również opracować własną wycieczkę. O 20 prom wyrusza z Karlskrony w drogę powrotną. W Polsce jesteśmy o 7:30. 

Taka przyjemność kosztuje około 170zł. W cenie są 2 bilety promowe (w dwie strony, w tym na rower), 2 noclegi w kabinach 2-4 osobowych (cena uzależniona od liczby osób w kabinie), śniadanie w formie szwedzkiego stołu (bardzo, bardzo dużo pysznego jedzenia) oraz pamiątkowa koszulka. Można oczywiście skorzystać z dodatkowych przywilejów np: obiadu – za jedyne 19zł specjalnie dla uczestników potopu, czy zrobić zakupy w strefie wolnocłowej. 

Osoby, które nie mają własnego roweru, albo takie, którym nie chciało się męczyć z dowozem jednośladu do Gdyni, mogą wypożyczyć sprzęt na miejscu. Wbrew pozorom nie jest to takie drogie. Za wypożyczenie roweru w Gdyni, na czas potopu, zapłaciłem zaledwie 50zł. Rower nie był co prawda z najwyższej półki, ale jeździł. 

Z Wojtkiem zdecydowałem się na trasę zieloną mającą 75km długości. Jest to bardzo widokowa trasa, gdyż prowadzi wzdłuż szkierowego wybrzeża. Jechaliśmy poza peletonem, własnym tempem, podziwiając okolicę. Po jej ukończeniu mieliśmy jeszcze trochę czasu, dlatego pojechaliśmy do centrum Karlskrony, co spowodowało że łącznie pokonaliśmy prawie 100km. Jestem zadowolony z tego wyniku, gdyż jest to mój osobisty rekord – nigdy nie przejechałem więcej w ciągu jednego dnia

Poniżej krótka, aczkolwiek dość urozmaicona galeria.   

Wypływamy na otwarte morze.
Karlskrona o świcie.
Tankowiec płynący zatankować nasz prom.
Rozpoczynamy przygodę.
Charakterystyczne dla Skandynawii kolorowe drewniane domki.
Pierwsza atrakcja na naszej trasie rezerwat dębów na wyspie Knösö. Między drzewami znajduje się cała masa głazów narzutowych przyniesionych przez lądolód.
W rezerwacje zrobiliśmy sobie krótki trekking. Na zdjęciu, na pierwszym planie piękne wygłady lodowcowe, a w tle charakterystyczne dla tej części Szwecji wybrzeże szkierowe – wybrzeże z dużą ilością małych skalistych wysepek.
Cisza i spokój w jednej z malowniczych zatoczek.
Skaliste wybrzeże.
Przed wyjazdem do północnej Szwecji myślałem, że jest tam bardzo płasko. Na miejscu szybko zorientowałem się, że tak nie jest. Musieliśmy pokonać całą masę wzniesień oraz ... mostów. Na zdjęciu most nad cieśniną Mocklösund łączący stały ląd z wyspą Senoren.
Widok z mostu. Ale przestrzeń!
Jeszcze jedno ujęcie mostu.
Ostatni punkt wycieczki Przylądek Finskan. Teraz powrót.
Typowo szwedzki widoczek.
Twierdza Kungsholmen widziana z Przylądka Finskan. Twierdzę wybudowano pod koniec XVII w. Co ciekawe, cały czas stacjonuje tam szwedzkie wojsko.
Jazda była czystą przyjemnością, gdyż trasa biegła wyasfaltowanymi szlakami rowerowymi, albo drogami. Na ulicach, pomimo poniedziałku ruch był niewielki.
Wiatrak na wyspie Sturkö.
Szwedzi są dumni ze swojej narodowości. Na każdym podwórku znajduje się duża szwedzka flaga.
I kolejna dawka drewnianych domków.
Niewielka przystań.
Karlskrona. Pomiędzy nowymi budynkami, można znaleźć tradycyjne szwedzkie domy.
Kościół Fryderyka na główny rynku Karlskrony. Niestety miasta nie zwiedziliśmy dokładnie, gdyż było już późno oraz zbliżała się burza.
Nasz prom w oddali.
Fragment ruin Lyckå slott (średniowieczna twierdza duńska). Niebo coraz ciemniejsze.
W końcu zaczęło padać, a my schowaliśmy się pod wiaduktem.   
Wracamy do Polski.
Na koniec przygody piękny zachód słońca nad Bałtykiem.
Imponujący port w Gdyni.
W drodze powrotnej chciałem jeszcze zwiedzić Gdańsk, jednak sił starczyło mi zaledwie na doczłapanie się do pierwszej lepszej ławki w cieniu, na której zresztą później ….. zasnąłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz