Amerykański samolot vs włoska kolejka górska (Tragedia w Cavalese)


Alpe Cermis (2226m n.p.m.)
W Cavalese, niewielkiej miejscowości w Alpach Fleimstalskich (Włochy), doszło do dramatycznego wypadku. 3 lutego 1998 roku nisko lecący samolot zerwał linę nośną kolejki górskiej na szczyt Alpe Cermis (2226m n.p.m.). Gondola kolejki, z 19 turystami* oraz jej pracownikiem, runęła z wysokości 100 metrów i roztrzaskała się o zaśnieżony stok. Pasażerowie nie mieli najmniejszych szans na przeżycie – wszyscy zginęli na miejscu.


Okoliczności wypadku są dość tajemnicze. Spowodował go samolot EA-6B Prowler należący do amerykańskiej armii stacjonującej we Włoszech. Odrzutowiec leciał za szybko (ok. 800km/h) oraz zdecydowanie za nisko (miał lecieć na wysokości ok. 610 metrów, a leciał aż 500 metrów niżej). Pilot nie zauważył kolejki i zahaczył prawym skrzydłem o jej linę nośną. Kolejka uległa zniszczeniu, natomiast samolot wyszedł z tego bez większych uszkodzeń – zdołał wrócić do bazy w Aviano (baza sił powietrznych NATO zarządzana przez siły powietrzne Stanów Zjednoczonych)

Po katastrofie wybuchły masowe protesty na Półwyspie Apenińskim. Włosi żądali, aby amerykańskie wojsko opuściło ich kraj. Domagali się osądzenia sprawców tragedii we Włoszech. Niestety zgodnie z natowskimi traktatami załoga samolotu stanęła przed sądem wojskowym w USA. Z 4-osobowego zespołu oskarżono jedynie pilota i nawigatora o nieumyślne spowodowanie śmierci, pozostali żołnierze zostali ułaskawieni. 

Samolot EA-6B Prowler
Analizując tragedię nasuwa się jedno podstawowe pytanie: dlaczego samolot leciał tak nisko? Amerykańscy żołnierze tłumaczyli się, że na mapach, którymi dysponowali, nie było zaznaczonej żadnej kolejki na Alpe Cermis. Co więcej, twierdzili, że w trakcie lotu niektóre przyrządy pokładowe zaczęły „wariować” m.in.: wysokościomierz wskazywał nieprawdziwą wysokość. 

Ich zeznania podważyli jednak mieszkańcy Alp. Oskarżyli oni amerykańskich żołnierzy o bezmyślne zachowanie. Piloci stacjonujący we Włoszech (rzekomo) urozmaicali sobie rutynowe loty – wymyślili zabawę polegającą na przelatywaniu jak najbliżej den alpejskich dolin, z jak największą prędkością. Włosi mieli po dziurki w nosie Amerykanów i ich wygłupów. Obawiali się, że prędzej czy później doprowadzą one do jakiejś tragedii – nie mylili się.  

W 1999 roku doszło do skandalu – sąd oczyścił z zarzutów pilota i nawigatora. Na szczęście żołnierze nie cieszyli się długo wolnością. Na jaw wyszło, że swoje popisy z tragicznego lotu uwiecznili na filmiku. Po wypadku szybko usunęli jednak dowód, żeby uwolnić się od podejrzeń. Sabotaż zdemaskowano, a winowajców całego zajścia wydalono ze służby, pilota skazano również na pół roku więzienia. 

Katastrofa
Początkowo rząd amerykański próbował wszystko zatuszować. Prawdopodobnie udałoby mu się to, gdyby nie upór Włochów. Włoskie ponaglenia zmusiły USA do wyciągnięcia konsekwencji względem swoich żołnierzy. W rozwiązanie sprawy zaangażowały się najważniejsze osobistości obu krajów, na czele z prezydentami i premierami. Po rozprawie opinia publiczna we Włoszech była oburzona wyrokiem amerykańskiego sądu, uważając, że całej czwórce należą się dużo surowsze kary. Katastrofa w Cavalese oraz to, co działo się po niej doprowadziło do ochłodzenia stosunków włosko-amerykańskich.

Rodziny ofiar otrzymały odszkodowania, ale nie bez problemów. Kto je wypłacił? – Prowincja Trydent (Włochy). Amerykanie nie chcieli tego zrobić, gdyż nie poczuwali się do odpowiedzialności. Włosi przeznaczyli 40mln $ na odszkodowania i odbudowę kolejki. USA dopiero po pewnym czasie oddało Prowincji Trydent 75% tej sumy, gdyż było do tego zobligowane traktatami natowskimi.

Cavalese widziane z Alpe Cermis

Cała historia jest niesłychanie pechowa. Nad amerykańskimi samolotami EA-6B ciąży jakieś fatum. Dlaczego? Żaden odrzutowiec tego typu nie został nigdy uszkodzony w czasie wykonywania misji bojowych, a mimo to odnotowano około 50 wypadków z ich udziałem. Okolice Cavalese również są bardzo feralne. W 1976 roku, na zboczach Alpe Cermis, rozegrała się największa tragednia kolejki linowej w historii. W wyniku samoistnego zerwania stalowej liny nośnej wagon z 44 osobami spadł z 200 metrów, a następnie przeturlał się kilkaset metrów po zboczu. Zginęły wówczas 43 osoby, w tym 15 dzieci. Przeżyła tylko 14 letnia dziewczynka.

* w tym 38-letnia Ewa Strzelczyk – dyrektor Teatru Muzycznego w Gliwicach i jej 13-letni syn Filip

4 komentarze:

  1. Piekne gory, cudowne stoki i bardzo duzo Polakow. Zakopianke moga zaorac i pasac sobie owce

    OdpowiedzUsuń
  2. Stronnicze do bólu. Kto to pisał? Ach, zapewne ktoś, kto lepiej od pilotów wiedział, co się działo... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Stronnicze? Nie podano dwóch ważnych faktów. W kolejce jechała zaprzyjaźniona z pilotem Włoszka i pilot chciał jej zaimponować. Po drugie: przez dwa dni USA twierdziło, że nie wykonywali żadnych lotów, a przypomnieli sobie o locie, dopiero jak przeszmuglowali załogę na terytorium USA. Dlatego był pan oburzony?

    OdpowiedzUsuń