Co wydarzyło się na Przełęczy Diatłowa?

Zimą 1959 roku grupa studentów (2 kobiety i 7 mężczyzn) z Jekaterynburga wyruszyła w północny Ural z zamiarem zdobycia góry Otorten (1234m n.p.m.). Uczestnicy wyprawy, pomimo młodego wieku (od 21 do 24 lat) byli zaprawionymi w bojach narciarzami i turystami górskimi – każdy z nich brał już udział w podobnych ekspedycjach. Do wyprawy dołączył doświadczony przewodnik górski Semjon Zołotarew (37 lat).

W drodze do wsi Wiżaj
Studenci wystartowali z Jekaterynburga 25 grudnia. Do wsi Wiżaj dotarli następnego dnia wieczorem. Po nocy spędzonej w wiosce ruszyli w góry. Niestety jeden ze studentów (Jurij Judin) rozchorował się już na początku wędrówki i postanowił wrócić do wioski. Reszta kontynuowała wyprawę. Studenci byli dobrze przygotowani do surowej uralskiej zimy. Dzięki nartom poruszali się bardzo sprawnie i szybko. Wszystko szło po ich myśli.

Sytuacja skomplikowała się 1 lutego. Warunki pogodowe zmieniły się diametralnie. Zaczął padać gęsty śnieg i wiać porywisty wiatr. Pogorszyła się widoczność. Narciarze zboczyli ze szlaku. Znaleźli się w miejscu, w którym nie chcieli być – na stoku Góry Umarłych (Cholat Sjakl)! Rozbili tam obóz chcąc przeczekać zawieruchę. Rano wszyscy byli już …............................. martwi.

Uczestnicy wyprawy umówili się ze znajomymi z uczelni, że po zdobyciu góry Otorten i powrocie do Wiżaju wyślą im telegram – najpóźniej do 12 lutego. Nie zrobili tego jednak do 20, dlatego wszczęto alarm. Politechnika Uralska wysłała na miejsce tragedii swoją ekipę ratunkową.

Zniszczony namiot znaleziony przez ratowników
26 lutego ratownicy znaleźli namiot należący do studentów. Był zniszczony, przysypany śniegiem i rozcięty z boku. Z namiotu wychodziły ślady w kierunku lasu (oddalony o jakieś 1,5km od namiotu). Ślady były chaotyczne. Urywały się w pewnym momencie. Ratownicy nie byli w stanie stwierdzić, czy pozostawiło je 8, czy 9 osób. Poszukiwania doprowadziły ratowników na skraj lasu, gdzie pod dużą sosną znaleźli ciało kobiety i mężczyzny. Ofiary były bardzo „skromnie” ubrane (prawdopodobnie miały na sobie jedynie nocną bieliznę)! Obok ciał dostrzeżono resztki ogniska. Zwrócono również uwagę na połamane gałęzie sosny. Prawdopodobnie ktoś się na nią wspinał – może chciał zobaczyć co się dzieje w obozie?


Następne 3 ciała spoczywały w śniegu między sosnami, a namiotem. Sądząc po pozach w jakich je znaleziono, osoby te chciały wrócić do namiotu……po odzież. Poszukiwania pozostałych 4 osób trwały ponad 2 miesiące! Odnaleziono je kilkadziesiąt metrów od felernej sosny. Spoczywały na dnie kilkumetrowego jaru.

W toku dochodzenia ustalono, że studenci musieli się czegoś przestraszyć. Obozowisko opuścili w pośpiechu. Zamiast otworzyć namiot rozcięli go nożem. Wybiegli w niekompletnych strojach, w samych skarpetach lub w jednym bucie. Na dworze mogło być wówczas nawet -30°C!

Sekcja zwłok wykazała, że pierwsza piątka zmarła w wyniku hipotermii, czyli krótko mówiąc zamarzła. Jeden mężczyzna miał pękniętą czaszkę, jednak według lekarzy nie zagrażało to jego życiu. Co więcej, był on zdolny poruszać się samodzielnie. Czy jednak rzeczywiście tak było? Przecież ratownicy nie byli pewni ile śladów znajdowało się przy namiocie. A może ów mężczyzna rozbił sobie głowę spadając z sosny?

Dużo trudniej wyjaśnić przyczynę śmierci pozostałych czterech studentów. Osoby te nie zginęły z wyziębienia, gdyż były dość dobrze ubrane. Miały na sobie ubrania zabrane z ciał współtowarzyszy – wzięli je, gdy tamci już nie żyli. Sekcja zwłok wykazała, że ciała znalezione w jarze były mocno poturbowane – miały zmiażdżone klatki piersiowe i strzaskane czaszki. Kobieta nie miała języka, a jej twarz była zmasakrowana (niektórzy uważają, że to sprawka niedźwiedzi lub lisów)!



Ciała uczestników wyprawy!
Do dziś nie wiadomo, co tak naprawdę wydarzyło się na stokach Góry Umarłych, mimo, że od tej mrożącej krew w żyłach tragedii upłynęło już ponad 50 lat. Brak racjonalnych wyjaśnień sprawił, że ludzie zaczęli prześcigać się w wymyślaniu teorii spiskowych.

Początkowo uważano, że to sprawka rdzennych mieszkańców tych ziem – Mansów (syberyjski naród zamieszkujący ziemie między Uralem, a rzeką Ob). Przypuszczano, że Mansowie mogli wziąć turystów za intruzów, którzy wtargnęli na ich tereny. Na miejscu tragedii nie było jednak żadnych śladów walki. Nie znaleziono krwi. Nic nie wskazywało na obecność osób trzecich, a lekarze wykluczyli pobicie. Dlaczego? Obrażenia u ofiar znalezionych w jarze były podobne do tych jakie odnoszą osoby w wypadkach samochodowych. Człowiek nie jest w stanie pobić drugiego człowieka w ten sposób nawet przy użyciu ciężkiego przedmiotu – po prostu nie ma tyle siły. Co ciekawe, pomimo rozległych obrażeń wewnętrznych, tkanka miękka ofiar (m.in. skóra) była nieuszkodzona! Teoria morderczych Mansów została obalona raz na zawsze. W ramach ciekawostki dodam, że w języku Mansów Cholat Sjak (góra na stokach, której zginęli studenci) oznacza Górę Umarłych, natomiast Otorten (szczyt, który był celem wyprawy) można przetłumaczyć dosłownie jako „Nie idź tam”!

Igor Diatłow - kierownik wyprawy
„Najnormalniejszą” teorią wydaje się lawina. Turyści wiedzieli, że huk w górach oznacza tylko jedno – schodzącą lawinę. Słysząc ten dźwięk wpadli w panikę. Ich namiot mógł zostać zasypany, dlatego go rozcięli. Obrażenia jakie miały ciała znalezione w jarze również mogłyby na to wskazywać (samo wpadnięcie do jaru nie spowodowałoby takich urazów – był za płytki). W miejscu tragedii nie było jednak żadnych śladów, które świadczyłyby o zejściu lawiny – lawinisko nie znika przecież od tak! Co więcej, Diatłow (23-letni Igor Diatłow był kierownikiem wyprawy) jako doświadczony turysta górski rozbił obóz w bezpiecznym miejscu – osłoniętym i o małym nachyleniu. Zakładając nawet, że lawina zeszła, czemu uczestnicy ekspedycji nie wrócili do namiotu po ustaniu hałasów, tylko w niekompletnym odzieniu spędzili 2 godziny na siarczystym mrozie! Dlaczego część grupy po śmierci swoich kolegów 
skierowała się w głąb lasu, a nie do obozu?

Kolejna teoria to już najwyższy poziom spiskowy. Jej zwolennicy, z rodzinami ofiar na czele, uważają, że to sprawka wojska. Ich zdaniem turyści weszli na tereny wojskowe, na których testowano nową broń. Skąd te przypuszczenia? Niedaleko miejsca tragedii znaleziono fragmenty „podejrzanych” urządzeń. Świadkowie zeznali, że w nocy z 1 na 2 luty, mniej więcej nad Górą Umarłych, widzieli na niebie świecące kule! Ubranie należące do jednej z ofiar znalezionych w jarze było napromieniowane, a osoby obecne na pogrzebie pierwszych pięciu studentów stwierdziły, że ich twarze miały mocno pomarańczową barwę. Nowiny te pozwoliły wysunąć wniosek, że owe kule były wybuchami, które wystraszyły turystów. Niektórzy twierdzą, że wybuchy mogły być bezpośrednią przyczyną śmierci osób znalezionych w jarze.

Władze Związku Radzieckiego stanowczo temu zaprzeczyły. Wydały oświadczenie, że nigdy na tych terenach nie testowano żadnego uzbrojenia. Wszystko wyjaśniono w „racjonalny” sposób. Do napromieniowania ubrań doszło na Politechnice. Niezidentyfikowany sprzęt to pozostałości po starej wieży radarowej, a twarze ofiar uległy……poparzeniom słonecznym. Wyjaśnienia te wydają się dość naciągane, ale z drugiej strony, jeśli wojsko rzeczywiście brałoby w tym udział, to czy nie posprzątałoby wszystkiego dokładnie? A może w ten sposób chciało odstraszyć kolejnych ciekawskich?

Teoria wojskowa jest dużo bardziej zagmatwana niż mogłoby się to wszystkim wydawać. Jeśli wojsko, tak jak mówi, nie maczało w tym palców, to czemu 16 lutego – 4 dni przed zawiadomieniem Politechniki o możliwym wypadku – wszczęło już dochodzenie? Teoretycznie na miejscu wypadku nie stwierdzono obecności osób trzecich. Jeśli tak, to czemu Jurij Judin (student, który się rozchorował i zawrócił do wsi Wiżaj) rozpoznając przedmioty znalezione na miejscu tragedii, wskazał kilka gadżetów, które nie należały do żadnego z jego nieżyjących kolegów – gogle, narty i kawałek materiału (istnieje przypuszczenie, że mógł pochodzić z żołnierskiego płaszcza)? Czemu po kilku dniach cały teren zamknięto na 3 lata? I w końcu czemu utajniono akta sprawy?

Rozbijanie ostatniego obozu
Oprócz trzech „podstawowych” teorii pojawią się również dodatkowe. Na przykład wpływ infradźwięków. Infradźwięki to fale dźwiękowe, których nie jest wstanie usłyszeć ludzkie ucho. Ich źródłem mogą być np.: silne wiatry, lawiny, ….. wybuchy atomowe, przelatujące odrzutowce, czy rakiety! Wpływ tych fal na człowieka nie jest do końca potwierdzony, jednak niektórzy naukowcy uważają, że mogą one wzbudzać stany depresyjne. Może to właśnie infradźwięki wywołały atak paniki u studentów? Jest to prawdopodobne, jednak fale te z pewnością nie zmiażdżyły im klatek piersiowych i czaszek!

Możemy się również spotkać z wersją, że któryś z uczestników wyprawy wyszedł nad ranem z namiotu i zobaczył na niebie pomarańczowe kule, nie wiedząc co to, wszczął alarm. Inna teoria głosi, że nad górami przeleciał odrzutowiec. Huk jaki temu towarzyszył przypominał schodzącą lawinę. Jest to mało prawdopodobne, gdyż w tamtych latach nie istniały żadne lotniska w pobliżu miejsca tragedii. Zakładając jednak, że tak było, czemu studenci nie wrócili do obozu po ustaniu hałasu?

Mnie najbardziej zastanawia, czemu we wszystkich relacjach podawane jest, że „znaleziono namiot”, „namiot rozcięty był od wewnątrz”, „chcieli wrócić do namiotu” itp. Czy 9-osobowa grupa spała w jednym namiocie? Czy nie jest to dziwne? Może drugi namiot rozbity był w innym miejscu i został np.: porwany przez lawinę, albo ….. wojsko odnalazło go wcześniej? Czemu część grupy zdążyła się ,,jako tako" ubrać, a część wybiegła w nocnej bieliźnie? Jeśli wszyscy spali w jednym namiocie, to czy nie powinni być ubrani podobnie? Kolejna sprawa to ognisko. Jeśli ktoś chce się przed kimś lub czymś ukryć, to nie rozpala ogniska – nawet jak jest mu zimno!

Uśmiechnięci młodzi ludzie nieświadomi tego, że za kilka dni będą już martwi....

Tragedia ta sprawiła, że obszar wokół Góry Umarłych okrył się złą sławą. Wiele osób do dziś twierdzi, że występują tam zjawiska paranormalne. Nie brakuje i takich, którzy uważają, że dochodzi tam do spotkań trzeciego stopnia. Spora grupa ludzi twierdzi, że to sprawka rosyjskiego yeti. Związek Radziecki sam jest sobie temu winien, gdyż w maju 1959 roku umorzył śledztwo, stwierdzając przy tym, że za śmiercią studentów stoi "działanie nieznanej siły"!

Wiele osób próbowało dociec prawdy. Jedną z nich był rosyjski dziennikarz Jurij Jarowoj. W 1967 roku wydał książkę poświęconą tej tragedii pt. „Najwyższy stopień trudności”. Jarowoj posiadał unikatową kolekcję dokumentów i zdjęć. Zginął niespodziewanie w wypadku samochodowym w 1980 roku. Wraz z jego śmiercią zniknęły wszystkie dokumenty. Wydarzenia te ożywiły dawne spekulacje oraz umocniły ludzi w przekonaniu, że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw. Dla upamiętnienia ofiar tej tragedii, miejsce w którym zginęli studenci nazwano Przełęczą Diatłowa.

39 komentarzy:

  1. Proponuję przeczytać ten tekst: http://murders.ru/Dyatloff_group_1.html. Pełne wyjaśnienie, niestety w języku rosyjskim, ale warto się przemęczyć, jeśli rzeczywiście chce się poznać prawdę. KD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli , jest tam wyjaśnione ? chyba w 100 % tego nie wyjaśniono ?

      Usuń
    2. niestety rosyjskiego nie umiem, więc przeczytanie tego zajęło bym mi wieczność. Też się zastanawiam, czy w 100% jest to wyjaśniono w tym artykule? Jeśli tak, to kto jest jego autorem i na jakie źródła się powołuje?

      Usuń
    3. Ten tekst to książka Rakitina, w której stawia on swoją hipotezę. Jedną z ponad 70 różnych hipotez i wcale nie jest powiedziane, że słuszną. W skrócie: 3 uczestników wyprawy pracowało dla KGB, nie byli sami na przełęczy w chwili tragedii. Zostali zamordowani przez nieznanych sprawców, prawdopodobnie związanych w wywiadem lub kontrwywiadem. Fragment książki Rakitina jest również po angielsku. Rakitina trochę ponosi fantazja i jest mega nieprecyzyjny. Są sprzeczności między tym, co rzekomo ustalił a aktami śledczymi.

      Usuń
  2. nie nie wyjaśniono w 100% tach .. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przerażające... i raczej nigdy nie dowiemy się prawdy.

    OdpowiedzUsuń
  4. A czemu ta sosna była "felerna?" ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "felerna", gdyż chodzi o sosnę, pod którą znaleziono dwa pierwsze ciała. Nie chciałem się powtarzać, dlatego napisałem "felerna" :)

      Usuń
  5. Ja jeszcze czytałam,że mogła ich zaatakować 2,5 metrowa postać...

    OdpowiedzUsuń
  6. Naj lepiej tam pojechac i samemu sprawdzic. Ja bym sie wybral :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym się wybrał, ale to już grubsza wyprawa, a co za tym idzie kosztowna :(

      Usuń
  7. Właśnie obejrzałem na discovery film dotyczący tej wyprawy gdzie podejrzewali yeti.Wszystkim zainteresowanym polecam go obejrzeć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten film to obciach dla Discovery.

      Usuń
    2. Też oglądałam.Dobrze się ogląda,ale i tak pozostawia wiele wątpliwości.

      Usuń
    3. Też wczoraj oglądałem ten dokument. Ja bym tego Yeti nie wykluczał, gdyż w tym filmie pokazali wiele dowodów na temat tej teorii. Najważniejsze to chyba zdjęcie z negatywu aparatu jednego z uczestników wyprawy, na którym jest uwieczniona sylwetka jakiejś postaci podobnej do Yeti i do tego słowa z ich dziennika, że człowiek śniegu istnieje. Dziwna sprawa. Sam bym z chęcią się tam wybrał i na własne oczy się doqiedział co za zjawiska tam są. No ale taka wyprawa byłaby kosztowna i do tego zebranie odpowiedniej ekipy. Ale mam nadzieję, że w końcu ktoś to odkryje. :-)

      Usuń
    4. W tym dzienniku, jest podobno sporo wpisów o Yeti. Większość ma charakter humorystyczny. A oglądając ten film o dziwacznych konotacjach i kumulacji przyczynowo-skutkowych teorii, gdzie ruska rakieta aktywuje chęć mordu Yeti, który śledzi ich, bo skończyło się na niego polowanie tajnej grupy wojskowej albo ponieważ podoba mu się jedna z uczestniczek wyprawy śmiem domniemywać, że w dzienniku było napisane coś a'la na podobę: Diatłow strasznie chrapie w nocy, czyli jednak człowiek śniegu naprawdę istnieje.

      Usuń
  8. Ech te ruskie brzozy... ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mogli spać w jednym namiocie, to wcale nie jest dziwne. Poza tym student, który zrezygnował z wyprawy na samym początku i wrócił do wioski nigdy nie wspomniał o żadnym nieodnalezionym namiocie (musiał wiedzieć ile zabrali).
    Mnie zastanawia dlaczego po kilku godzinach po ucieczce studenci się rozdzielili: trójka wracała do namiotu, reszta została przy ognisku. Gdyby zagrożenie, przed którym uciekali minęło, wszyscy powinni wracać. Dostanie się do namiotu, w którym został ich ekwipunek dawało największą szansę na przeżycie. Tutaj to wygląda jakby trójka zdecydowała się zaryzykować powrót, zabranie ubrań itd. pomimo, że coś przed czym uciekali cały czas tam było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak uciekasz w slipach w górach na mróz to nie działasz racjonalnie. Ci dwaj nadal mogli byc tak spanikowani że po protu nie przemawiały do nich racjonalne argumenty, że to coś pewnie już sobie poszło a jak tu zostaną to i tak zginą. Może jakiś niedźwiedź sie obudził ze snu wkurwiony godny, takie bydle jak zacznie sie w nocy dobierać do namiotu z zamiarem konsumpcji to jedyna sensowna reakcja polega na ucieczce. Choc chyba spotkanie ze zwykłym zwierzęciem nie wywołałoby aż takiej paniki że po kilku godzinach Ci ludzie nadal nie byli w stanie sie opamiętać. Poza tym te ciała które znaleziono nie miały ran takie jakie zadaje niedźwiedx, brak części twarzy, języka, to spoko, ale żeby klatka była zmasakrowana jak po zderzeniu z autem? Nie słyszałem żeby niedźwiedzie skakały po ofiarach. A nawet jeśli ten tak robił to co, wszystkich czterech roztrzaskał a potem se polazł, skoro wlazł do namiotu to dlatego że był głodny, wiec jak ubił 4 kawały mięsa to powinien coś zjeść chyba. Yeti jak nic, zresztą nazwa góry mówi sama za siebie

      Usuń
  10. Twierdze ze nie wracali razem do namiotu. Ciala odnaleziono w roznych odleglosciach od namiotu.
    Najpierw idzie dziewczyna, potem facet a na koncu probuje Igor (jego znaleziono 300 metrow od lasu a dziewczyne 600 tak ?) wchodza na drzewo aby sprawdzic gdzie dziewczyna, nie widza jej albo widza ze lezy, idzie facet, pada idzie igor i tez pada. Czemu zeszli 1,5km w strone lasu i nic im sie nie stalo a zgineli wracajac. Czemu nie wracali razem tylko osobno ? Czemu zamarzli skoro grzali sie przy ognisku ? Slusznie tu napisano: jesli uciekasz to nie siedzisz przy ognisku. 1,5km to niewiele jednak i czy UFo czy armia czy Yeti jesli atakowaly to czemu przestaly ? Ci co zgineli w jarze mieli na sobie czesci ubran tych co zgineli/zamarzli? w lesie. Oni juz nie ida do namiotu. Uciekaja dalej i gina w nieznanym trudnym terenie. Na dodatek dzieje sie to w nocy jak sadze, wiec latwiej o wypadek. Czemu uciekaja ? To proste ten kto idzie w strone namiotu ginie.
    Nie mam pojecia co sie tam stalo ale w razie czego moge zie zlozyc na wyprawe. 9 osob potrzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na YT można znależć dziesiątki filmów lansujących bzdurne teorie spiskowe o tej sprawie. Ich autorzy prześcigają się w przekręcaniu faktów i dopisuja coraz to nowe żałosne fantasmagorie. Najbardziej sensowne filmy, to dokumenty telewizji rosyjskiej w których znajdują się wywiady z rodzinami i świadkami tamtych wydarzeń. Podaję linka do takiego przykładowego filmu: https://www.youtube.com/watch?v=eCfRsdoBhs8

    I tu są dopiero pytania:
    1. Coś było nie tak ze śladami ucieczki. Wyglądały one bezsprzecznie jak zostawione na śniegu wcześniej mokrym. W tamtych dniach jak ustalono śnieg nie był mokry, w dodatku przy bardzo wietrznej pogodzie nie utrzymałyby się przez 3 tygodnie (ekipa poszukiwawcza dotarła tam po 3 tygodniach). I w ogóle fakt odnalezienia tak wyrażnych śladów po tak długim czasie był dziwny.
    2. W okolicy namiotu znaleziono latarkę. Po tym jak ustalono do kogo należały poszczególne rzeczy okazało się że nie wiadomo czyja ona była. Okazało się, że latarka... działa! Jak to możliwe że latarka na bateriach z lat 50tych, leżąc 3 tygodnie w mrozie conajmniej -30 stopni, w śniegu tak sobie działa?
    3. Znaleziono kawałek ułamanej obcej narty.
    Takich szczegółów jest jeszcze kilka. Wnioski każdy niech wyciągnie sam.

    OdpowiedzUsuń
  12. https://www.youtube.com/watch?v=Ov8s24LXHt8
    Pytanie dodatkowe: kto nakrył martwe ciała pod drzewem? Bo raczej umierając sami się nie nakryli leżąc półnadzy na śniegu. O całej historii z napromieniowaniem ubrań, cyrkiem z chowaniem ich w metalowych trumnach i tajemniczym wypadku samochodowym nadgorliwego śledczego, który chciał sprawe wyjaśnić nie wspomnę. Dość powiedzieć że z akt rzekomo "odtajnionych" w 1991 roku wyparowało parę kartek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i owszem nakryliby sie sami, poczytaj o "terminal burrowing" znanym tez jako "a hide and die syndrome".

      Usuń
  13. Polski survival horror kholat wszystko wyjasni w dniu premiery:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeden namiot jest całkowicie zrozumiały. Rosjanie chodząc w dużych grupach używali dużych namiotów w tym przypadku prawdopodobnie dziesiatki (na co wskazuje tez liczba uczestników) i używali w nich małych lub składanych piecyków. W całej tej sprawie jest sporo dezinformacji już na etapie śledztwa. Konia z rzędem w jaki sposób stwierdzono że namiot rozcięto od wewnątrz?? Założenie że trzy ofiary pomiędzy lasem a namiotem wracały do namiotu (na podst. położenia ciał), - tylko że nie mamy pewności czy ta interpr była prawidłowa. Jeżeli teren został ostrzelany pociskami termobarycznymi to tłumaczy to obrażenia ofiar, a ciała mogły być przemieszczone. Możliwe że te trzy osoby zginęły już na etapie ucieczki w las, a nie próbując wrócic do namiotu. Możliwe też że próbowały po pewnym czasie pójść/przedrzeć sie do namiotu po ubrania dla grupy (w obliczu wychładzania sie ryzyko moglo byc podjete). Co do 4 cial w jarze, to albo skladano tam martwych kolegów w pewnym oddaleniu od ogniska, albo wykopali tam sobie jamę śnieżną w której przypadkowy pocisk mógł ich trafić (skłaniam się ku pierwszemu, choć trudno byłoby wyjaśnić dlaczego z trupów nie zdjęto odzieży). Co do wszystkich wątpliwości jest jasne że wojsko było na miejscu już przed ratownikami, a tak szybkie umorzenie śledztwa i to z taką konstatacją (działanie nieznanej siły) mówi samo za siebie. Po prostu mieli pecha znaleźc się na poligonie.

    OdpowiedzUsuń
  15. LINK DO AKT SPRAWY DIATLOVA: https://sites.google.com/site/hibinaud/home
    (Oryginał w j. rosyjskim z możliwością tłumaczenia bezprośrednio z podanej strony na j. polski)

    Obrażenia typowe jak przy walce w przypadku części ofiar, tylko że to się nie sprzedaje. Za to świetnie sprzedają się brednie o rzekomym "braku zewnętrznych obrażeń" wyprodukowane przez hieny zarabiające na teoriach spiskowych i cudzej śmierci.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wszystko udało się wyjaśnić. Nie było Yeti, wybuchów, UFO itp. Studentów zabiła lawina. Nic innego nie daje takich obrażeń jak połamanie żeber. Niewielka lawina zsunęła się na część namiotu, kiedy układali się do snu. Czworo zostało rannych. Reszta rozcięła namiot od wewnątrz, aby pomóc poszkodowanym. Przestraszyli się, że sytuacja może się powtórzyć i dlatego podjęli decyzję opuszczeniu stoku. Prawdopodobnie w ciemności pomylili kierunek i zamiast cofnąć się do punktu, gdzie zostawili prowiant na powrót trafili do lasu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wszystko udało się wyjaśnić"-gówno udało się wyjaśnić.

      Usuń
  17. Tyle, że lawina w tamtym miejscu jest mniej więcej tak samo prawdopodobna, jak na środku oceanu. Zapoznaj się z faktami a nie pleciesz bzdury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobacz, to są fakty https://youtu.be/wCPGg6wzpCY

      Usuń
  18. Nawet gdyby była to lawina, którą wykluczyło już klika teorii, to wątpię, aby wywołała ona na tyle dużą panikę by studenci opuścili namiot i udali się na 30 stopnioowy mróz bez nakrycia.
    Dla mnie najbardziej wiarygodna opcja to KGB lub yeti ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Broń najlepiej testuje się na ludziach podczas wojny, a że było po... Może ten ich kolega, dopilnował by doszło do wyprawy, dał cynk swoim i zawrócił niby z "powodu" choroby. Ludzie "zdradzają się" z wielu powodów. Pomarańczowe światła, mogły być efektem "odpalenia" tej broni. Później namieszano trochę... nie wiadomo, kiedy namiot został rozcięty, kiedy powstały ślady. Może to zrobiono już po ich śmierci. Tak samo nie wiadomo, kiedy tak dokładnie zginęli i w jakiej kolejności. Człowiek już nie raz udowodnił jak bezwzględną **** potrafi być.

    OdpowiedzUsuń
  20. Broń najlepiej testuje się na ludziach podczas wojny, a że było po... Może ten ich kolega, dopilnował by doszło do wyprawy, dał cynk swoim i zawrócił niby z "powodu" choroby. Ludzie "zdradzają się" z wielu powodów. Pomarańczowe światła, mogły być efektem "odpalenia" tej broni. Później namieszano trochę... nie wiadomo, kiedy namiot został rozcięty, kiedy powstały ślady. Może to zrobiono już po ich śmierci. Tak samo nie wiadomo, kiedy tak dokładnie zginęli i w jakiej kolejności. Człowiek już nie raz udowodnił jak bezwzględną **** potrafi być.

    OdpowiedzUsuń
  21. http://www.planetagor.pl/articles/entry/Tajemnica-tragedii-na-prze-czy-Diat-owa-cz-I-pytania-bez-odpowiedzi
    http://www.planetagor.pl/articles/entry/Tajemnica-tragedii-na-prze-czy-Diat-owa-cz-II-rekonstrukcja
    Pod tymi linkami znajduje się najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie całej sprawy, bez tworzenia żarnych teorii spiskowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ot i właśnie. Nie ma tam żadnej tajemnicy. Po prostu "zwykła" górska tragedia, połączenie nocy z mrozem i wiatrem i katastrofa gotowa.

      Usuń
  22. Pełne wyjaśnienie tej sprawy:
    https://youtu.be/wCPGg6wzpCY
    Polecam

    OdpowiedzUsuń
  23. Bzdury same w tym filmie powielanie znanych i obalonych teorii. Domyslasz się kto wyrwał kilka kartek z akt sprawy? Lawina to zrobiła?

    OdpowiedzUsuń