Wszystko na odwrót, czyli mini Eurotrip cz.II

Miasto spotkań, miasto rozstań

Po Litwie i Łotwie przyszła kolej na Estonię i jej stolicę – Tallin. W drodze do Tallina poznałam pewnego Brazylijczyka, mieszkającego w Hiszpanii podróżował po Europie Wschodniej i Rosji. Ostatniej nocy bawił się w tej samej knajpce, co my wraz z innymi Couchsurfingowcami. Jakoś szczególnie mnie to spotkanie nie zdziwiło, gdyż w tej części Europy chyba wszyscy podróżują w ten sam sposób: Litwa –> Łotwa –> Estonia. Z osobami poznanymi na Litwie widywaliśmy się aż do Tallina, gdzie następowało „rozstanie”. Część osób kończyła tam swoją wyprawę i wracała do domu, część płynęła do Helsinek lub Sztokholmu, a część jechała do St. Petersburga.

Panorama Tallina


W Tallinie długo szukaliśmy taniego noclegu. Ostatecznie znaleźliśmy „przyzwoity”, 20-osobowy pokój, na czwartym piętrze, bez windy, z kuchnią w piwnicy oraz z obskurną łazienką, którą i tak musieliśmy dzielić z dwoma innymi pokojami.

Stare Miasto

Największe miasto Estonii zwiedzaliśmy również z Free Tour Guide. Tym razem nasza przewodniczka była super! Opowiedziała nam wiele ciekawych historii oraz podzieliła się z nami własnymi spostrzeżeniami. W pewnym momencie stwierdziła, że „Estonia nie ma przyszłości”. Trochę to nas zdziwiło, jednak szybko wyjaśniła, o co chodzi. W języku estońskim nie ma czasu przyszłego. Jeśli chcemy powiedzieć coś w tej formie, to musimy użyć określeń tj.: „w przyszłym tygodniu”, „jutro”, „za miesiąc” itp. Wychodzą z tego niezłe perełki np.: Jutro jestem w górach.

Tallin leży nad morzem, przez co pogoda jest tam bardzo kapryśna w ciągu zaledwie dwóch dni zmieniła się nie do poznania. Po rekordowych upałach, przyszły gwałtowne i obfite ulewy, którym towarzyszyły bardzo niskie temperatury.

Sobór św. Aleksandra Newskiego

Tradycyjnie, po zmroku wybraliśmy się na spacer. Na Starym Rynku kompletnie nic się nie działo! Zdziwiliśmy się, że w stolicy jest tak cicho i spokojnie. Większość lokali pozamykano o 23 trochę wcześnie jak na wakacje. Spacer pustymi ulicami Tallina był bardzo odprężający. W ten sposób naładowaliśmy już wyczerpane „akumulatory”.  


W krainie Muminków

Z Tallina do Helsinek dostaliśmy się oczywiście promem. Przyjemność ta nie należała do najtańszych, jednak i na tym udało nam się trochę zaoszczędzić. Jak? Płynąc do stolicy Finlandii pierwszym promem, a wracając przedostatnim. Wybierając takie połączenia (taniej jest również wracając ostatnim promem) cena biletu jest niższa o jakieś 50%. Bilety najlepiej kupować z przynajmniej jednodniowym wyprzedzeniem – są wtedy jeszcze tańsze. 

Katedra w Helsinkach - jeden z symboli miasta

Podróż promem trwała ok. 2 godziny. Widoki z promu były bajeczne. Niestety większość podróży przespałam – jestem na siebie za to wściekła! Mało tego, kiedy dobijaliśmy do portu mój aparat spłatał psikusa i się popsuł! Miałam go tyle lat, a on musiał zepsuć się akurat w tym momencie! Na szczęście Karol miał zapasowy.

Centrum handlowe Kamppi

Helsinki są jednym z tych miast, do których z pewnością kiedyś wrócę. Stolica Finlandii jest czysta i zadbana. Miasto zostało zaprojektowane z pomysłem. Nic nie powstało tam przypadkowo. Nowoczesna architektura została idealnie wkomponowana w historyczną zabudowę. Niestety w Helsinkach byliśmy tylko jeden dzień. Trochę krótko, żeby ,,przyzwoicie" poznać  to niezwykłe miasto.

Parlament

Lubicie cukierki anyżowe? Finowie je uwielbiają, z kolei ja ich nie cierpię! Najgorsze jest to, że mają one różne smaki. Hitem wśród Finów jest anyż z solą – nie skomentuje tego!


Finowie lubią również używki, w szczególności alkohol (w Helsinkach znajduje się największa izba wytrzeźwień w Europie). Alkoholizm stał się w Finlandii na tyle poważnym problemem, że rząd wprowadził w 2007 roku prohibicję i znacznie podniósł ceny alkoholu. „Napoje wyskokowe” można kupić teraz wyłącznie w specjalnych sklepach między 9:00 a 21:00 (półki z alkoholem zamykane są na kłódkę o 21). Mieszkańcy Helsinek poradzili sobie jednak z tym problemem – robią zapasy w Tallinie.


W Helsinkach rozstaliśmy się z Ianem, który pojechał do Sztokholmu. Pożegnanie było trudne. Tworzyliśmy naprawdę zgrany zespół……….


Powrót

Do Tallina wróciliśmy w nocy oczywiście przedostatnim promem. Cały czas padało i było przeraźliwie zimno, a autokar do Wilna odjeżdżał dopiero po 6. Nie chcieliśmy wydawać więcej pieniędzy na nocleg. Koczowaliśmy na dworcu autokarowym – jest kameralny i przez to bardzo przytulny. Żeby podtrzymać tradycję, przed snem uskuteczniliśmy jeszcze jeden nocny spacer.

W Wilnie również musieliśmy spędzić kilkanaście godzin. Wykorzystałam to między innymi na odświeżenie się. Od czubka głowy, po koniuszki palców u stóp umyłam się w dworcowej łazience. Sądząc po minach ludzi, nie jest to chyba za częsty widok. Po porannej toalecie ruszyliśmy na Stare Miasto. Wilno opuściliśmy w godzinach wieczornych. Do Warszawy dotarliśmy wcześnie rano. I tu kolejne rozstanie z Karolem, który mieszka we Wrocławiu. Do domu, czyli do Częstochowy wróciłam zmęczona, śpiąca, ogołocona z pieniędzy, ale za to przeszczęśliwa z mnóstwem wspomnień! 

Uczestnicy wyprawy: Iza, Karol i Ian 
Termin: 06.08-14.08.2013
Koszt: 1000-1200zł/osoba

Tekst: Izabela R.
Zdjęcia: Izabela R.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz