Po raz drugi wzdłuż Bałtyku

Polskie wybrzeże przeszedłem po raz pierwszy dwa lata temu. Z Szymonem pokonaliśmy wówczas trasę ze Świnoujścia na Hel, czyli około 350km (relację można przeczytać tutaj). W tym roku, dość niespodziewanie, znowu znalazłem się nad Bałtykiem. Jaki był tego efekt? Zobaczcie sami....................

Początek wędrówki.
Typowy nadbałtycki krajobraz.
Nasz apartament z widokiem na morze!
Znalezione bursztyny - lepszej pamiątki nie można przywieźć znad morza.

Pomysłodawczynią tegorocznego zamieszania była Gosia, która od dłuższego czasu planowała przejść wybrzeże, jednak ciężko było jej znaleźć kompana. Jako, że nie miałem innych planów, a urlop tak czy siak musiałem wykorzystać zdecydowałem się jej towarzyszyć. Do naszej dwójki dołączył Emil. Zaplanowaliśmy 9-dniową wędrówkę - na więcej nie starczyło nam urlopu. W ciągu tych kilku dni chcieliśmy przejść około 250km (z Kołobrzegu na Hel).

Wyprawa rozpoczęła się nie najlepiej. Po wejściu do pociągu zorientowałem się, że nie mam wcześniej zakupionych biletów (mojego i Emila) do Kołobrzegu! Zostawiłem je w domu! Sytuacja ta wyprowadziła mnie z równowagi. Na szczęście nasz kolega zdążył w porę zwrócić bilety do kasy, dzięki czemu straciłem tylko 30zł, a nie 160zł! Konduktor w pociągu również okazał się człowiekiem. Po wysłuchaniu całej historii sprzedał nam bilet po normalnej cenie. Mimo wszystko był to jeden z najdroższych biletów PKP w moim życiu – 110zł (1/3 mojego wyprawowego budżetu)! Po takim rozpoczęciu wiedzieliśmy, że wędrówka będzie bardzo ciekawa – i taka też była.

Port we Władysławowie.
Wejście do Słowińskiego Parku Narodowego w Rowach. Gosia z Emilem dyskutują z parą rowerzystów ze Słowacji.
Malownicze zachody słońca są bez wątpienia wizytówką Bałtyku.

Wędrówka

Początkowo maszerowaliśmy wyłącznie plażą. Przedzieranie się przez tłumy plażowiczów w dużych kurortach nie sprawiało nam jednak przyjemności - a wręcz przeciwnie, zniechęcało do dalszej wędrówki. Przechodząc przez Mielno obiecaliśmy sobie, że ostatni raz władowaliśmy się na miejską plażę! Od tego momentu wszystkie miasta obchodziliśmy drogami.

Zdarzyło nam się również wędrować czerwonym Szlakiem Nadmorskim (ciągnie się wzdłuż całego polskiego wybrzeża). Jest on częścią europejskiego Dalekobieżnego Szlaku Pieszego E9. Szlakiem tym obchodziliśmy między innymi poligon wojskowy w Wicku Morskim (odcinek Jarosławiec-Ustka). Ciekawostka dla rowerzystów – polski fragment szlaku (nie wiem jak inne części) można przejechać rowerem!

Piechurą maszerującym szlakiem E9 na odcinku Jarosławiec - Ustka towarzyszą liczne wiatraki.
Po przerwie obiadowej ciężko wrócić do rytmu.
Po drodze mijaliśmy kilka ciekawych wiosek. Na zdjęciu stylowy domek we wsi Łącko.
W końcu Ustka!

Każdy z Was był prawdopodobnie kiedyś nad morzem, więc wie jak ciężko chodzi się po plaży. Chcąc ułatwić sobie marsz szliśmy cały czas przy morzu. Jest tam dość twardo i idzie się w miarę szybko, jednak na dłuższą metę nie jest to zbyt wygodne (m.in. jest krzywo). Prawie od samego początku maszerowaliśmy w obuwiu, mimo to na naszych stopach dość szybko pojawiły się obtarcia i odciski. Osoby, które przechodzą wybrzeże po raz pierwszy myślą, że stopy przyzwyczają się w końcu do piachu. W tym miejscu zapewniam Was, że tak nie jest! Najlepiej od razu maszerować w jakimś wygodnym obuwiu.

Pusta plaża w parku narodowym.
Męska część wyprawy (fot. M.Popiołek).
Kładka rodem z Pamiru.
Końca nie widać..........
Pora na odpoczynek.
Pierwsze obtarcia. W apteczce wyprawowej koniecznie muszą znaleźć się plastry.
Krajobrazy nadmorskie dość szybko się nudzą, dlatego wędrówka staje się bardzo monotonna. Kilometry lecą naprawdę powoli. Po drodze mija się wiele ciekawych miejsc, jednak człowiek nie ma czasu oraz przede wszystkim sił na ich zwiedzanie. Każdą wolną chwilę woli wykorzystać na odpoczynek.

Kolejny piękny zachód słońca.
Rodzinnie.
Idealne riplemarki - najmniejsza forma akumulacyjnej działalności wiatru.
Latarnia na przylądku Rozewie.
Bunkry na starym poligonie niedaleko Łeby.
Imponujące osuwisko w pobliżu Jastrzębiej Góry.

Naszą wędrówkę planowaliśmy zakończyć na Helu, jednak z przyczyn zdrowotnych zakończyliśmy 8-ego dnia we Władysławowie (220km) - Gosia miała problem z kostką. Dzielnie walczyła z bólem, jednak we Władysławowie stwierdziła, że nie chce ryzykować i jeszcze bardziej nadwyrężać nogi. Z Emilem również byliśmy wykończeni, dlatego postanowiliśmy zostać we Władysławowie razem z Gosią.

Nocowanie

Wszystkie noclegi przespaliśmy na dziko. Początkowo rozbijaliśmy się na plaży, jednak po drugiej nocy zmieniliśmy dotychczasową strategię. Co się wtedy wydarzyło? Nawiedziła nas konkretna burza. Wiatr był na tyle silny, że uszkodził nasz namiot - złamał się jeden pałąk (wcześniej był pęknięty). Mało brakowało, a przebiłby on tropik. W środku namiotu byliśmy bezradni. Musieliśmy czekać do rana. Następnego dnia próbowaliśmy naprawić złamaną część, jednak bezskutecznie. Od tego momentu rozbijaliśmy namiot z jednym dłuższym, a drugim krótszym pałąkiem! Dla bezpieczeństwa i spokoju kolejne noclegi przespaliśmy w nadmorskich lasach.

Nocleg na plaży - wygląda bardzo przyjemnie, jednak............
....... może się to skończyć tak!
Gosia MacGyver próbuje naprawić namiot.
Jedno z najdziwniejszych miejsc, w którym przyszło mi rozbijać namiot. Jacyś plażowicze zrobili sobie parawan ze ściętych drzew! Nasz namiot wkomponował się tam idealnie, dzięki czemu przeżyliśmy dość spokojną noc mimo sztormu i uszkodzonego namiotu.
Leśne obozowisko.
Pogoda

Pogoda jest jedną wielką niewiadomą nad naszym pięknym Bałtykiem. Jednego dnia mamy 30-stopniowy upał, a kolejnego dnia silny sztorm, obfite opady deszczu i spadek temperatury o kilkanaście stopni. Oczywiście tym razem było podobnie. Mieliśmy chwile zwątpienia, ale się nie poddawaliśmy i szliśmy dalej. Jadąc nad Bałtyk trzeba pamiętać, że po burzy zawsze wychodzi słońce. 

Cisza przed burzą.
Dowód na to, że po burzy zawsze wychodzi słońce!
Ekwipunek

Staraliśmy się zabrać jak najmniej rzeczy, a i tak uzbierało się tego sporo. Każdy na swoich plecach dźwigał ponad 20-kilogramowy plecak. Oczywiście najwięcej ważyły rzeczy „do spania” – namiot i śpiwór. Niezastąpioną częścią wyposażenia - przynajmniej dla mnie - jest kuchenka turystyczna. Odkąd ją kupiłem, nigdzie się bez niej nie ruszam (nie ma to jak gorąca herbata z rana!). Kolejną rzeczą bez, której nie wyobrażam sobie nadmorskiej wędrówki jest PELERYNA. Kurtki przeciwdeszczowe są dobre, ale tylko na moment! Peleryna musi być na tyle duża, żeby się pod nią schować wraz z plecakiem.

A to ja i moja pelerynka (fot. E.Barański).
Tymczasowe obozowisko pod szkołą w Darłówku.
Chwila przerwy po pokonaniu przeszkody.
Emil przygnieciony przez plecak!
Jedzenie

Jadłospis na mojej pierwszej bałtyckiej wędrówce był straszny – składał się przede wszystkim z pasztetu i fast foodów! Tym razem było o niebo lepiej, a to za sprawą kuchenki turystycznej! Codziennie mieliśmy minimum dwa ciepłe posiłki. Na obiad zazwyczaj jedliśmy gotowy posiłek ze słoiczka zakupiony w Biedronce (ok. 4zł), a na śniadanie jakąś kaszkę, musli lub owsiankę. Z uzupełnianiem zapasów nie mieliśmy większych problemów. Polskie wybrzeże jest dobrze rozwinięte, dlatego nie warto kupować jedzenia na więcej niż 2 dni. Niestety w tym roku, głównie ze względów pogodowych, nie zrobiliśmy ani jednego ogniska – szkoda, bo mieliśmy ochotę.

Klopsiki na obiad.
Przygotowywanie śniadania.

Na zakończenie mała rada - żeby przejść polskie wybrzeże potrzeba bardzo, ale to bardzo dużo samozaparcia, niczego innego tak naprawdę nie potrzeba!

5 komentarzy:

  1. Ile trwała wyprawa, bo nie widzę?
    Czyżbyście szli krócej niż tydzień? Nie widze zdjęć z mszy świetej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyprawa trwała 8 dni (,,Naszą wędrówkę planowaliśmy zakończyć na Helu, jednak z przyczyn zdrowotnych zakończyliśmy 8-ego dnia we Władysławowie"). Do kościoła trochę nie po drodze było:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super sprawa. Wędrowanie wzdłuż wybrzeża. A wydawałoby się, że najlepiej na bosaka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, ale na trzeci raz już się nie zdecyduję, za bardzo nogi bolą :)

      Usuń
  4. Świetna wyprawa! I zdjęcia cudowne, aż tęskno do lata!

    OdpowiedzUsuń