Spontanicznie na Królową Beskidów

Miniony weekend miałem spędzić w zupełnie innym miejscu, jednak w wyniku serii niefortunnych zdarzeń spędziłem go w górach. Poniżej relacja z trzydniowego wypadu na Babią Górę okraszona zdjęciami stylizowanymi na lata 60. 

Zastanawiacie się zapewne czemu Babia Góra ma przydomek Królowa Beskidów. Otóż to bardzo proste. Jest to najwyższy szczyt po polskiej stronie Beskidów. Co ciekawe nazwa Babia Góra obejmuje cały masyw, a nie pojedynczą górę. Spośród babiogórskich szczytów na uwagę zasługują przede wszystkim: Diablak nazywany również właściwą Babią Górą (1725m), Gówniak (1617m) oraz Cyl zwany Małą Babią Górą (1557m). Na Diablaka prowadzi wiele szlaków zarówno z Polski jak i Słowacji. My – ja i Gosia – postanowiliśmy go zdobyć z Korbielowa przez Pilsko (1557m).

W drodze na Pilsko, widok z zielonego szlaku.

Do Korbielowa dojechaliśmy busem z Żywca. Na miejscu byliśmy około 9:30 (piątek). Od razu ruszyliśmy zielonym szlakiem na Halę Miziową. Na Hali zrobiliśmy sobie krótką przerwę na śniadanie, po którym pognaliśmy dalej czarnym szlakiem na Górę Pięciu Kopców i Pilsko.

Schronisko na Hali Miziowej.
Fragment szlaku łączący Górę Trzech Kopców z Pilskiem.
Pilsko zdobyte.
Widok z Góry Trzech Kopców na Babią.
Rozpoczynamy zejście niebieskim szlakiem.
Oryginalnie ozdobiony płot.

Z Pilska, a właściwie z Góry Trzech Kopców zeszliśmy niebieskim szlakiem do miejsca, w którym łączy się on z Głównym Szlakiem Beskidzkim. Tego dnia chcieliśmy dojść na pole namiotowe na przełęczy Głuchaczki. Główny Szlak Beskidzki jest na tym odcinku strasznie monotonny i męczący. Turysta cały czas wędruje lasem, co uniemożliwia mu podziwianie widoków. Najgorsze są jednak podejścia. Dlaczego? Po każdym podejściu następuje natychmiastowe zejście. Turysta nie może nacieszyć się wysokością, przez co ma wrażenie, że wykonuje syzyfową pracę
 
Około godziny 20, kiedy byliśmy już niedaleko pola namiotowego, spotkaliśmy młodą parę idącą z naprzeciwka. Podeszli do nas i zapytali „Czy do pola namiotowego daleko”. Pytanie to mocno nas zdziwiło, gdyż to my powinniśmy ich o to spytać, gdyż szli od strony pola! Powiedzieli nam, że minęli jakąś polankę, ale nic na niej nie było. Trochę to nas zdezorientowało. Zaczęliśmy się nawet zastanawiać nad zejściem do bacówki „Victoria K”. Na szczęście w najmniej spodziewanym momencie na szlaku pojawiła się grupa ludzi na koniach! Zapewnili nas oni, że pole namiotowe na pewno istnieje i funkcjonuje w najlepsze. Zaufaliśmy im i poszliśmy dalej. Pole rzeczywiście było i to jeszcze jakie!

Pole namiotowe na przełęczy Głuchaczki. Opiekują się nim studenci. Można rozbić tam swój namiot za 7zł/osoba, albo przespać się w wojskowym namiocie za 9zł.
Na polu do dyspozycji turysty jest w pełni wyposażony aneks kuchenny z bieżącą wodą. Można również skorzystać z prysznica, oczywiście woda jest lodowata.

Tak bardzo nam się spodobało na Głuchaczkach, że następnego dnia postanowiliśmy zostawić tam część rzeczy i na lekko (dobre sobie) zdobyć Babią Górę. Pogoda pokrzyżowała nam nieco szyki. O 6 rano wszystko było zakryte chmurami, a do tego co chwilę pokropywał deszcz. Stwierdziliśmy, że nie ma sensu wychodzić w taką pogodę. Wróciliśmy do śpiworów i przeleżeliśmy tak kilka godzin. Około 11 pogoda minimalnie się poprawiła. Stwierdziliśmy, że ruszamy teraz albo nigdy. Oczywiście wybraliśmy teraz i powędrowaliśmy na Babią. Cały czas szliśmy Głównym Szlakiem Beskidzkim, aż do momentu, w którym odbija on do Schroniska na Markowych Szczawinach. W tym miejscu wybraliśmy niebieski szlak prowadzący na Babią, przez Mała Babią.
 
Wejście do Babiogórskiego Parku Narodowego.
Fasolka po bretońsku ze słoiczka na obiad.
Niebieski szlak miejscami przypomina dżunglę.
Widok z Małej Babiej Góry na dużą Babią Górę (Diablak). Przed nami dość męczące podejście.
Jeszcze kilka kroków i staniemy na Diablaku, który jest najwyższym szczytem w Polsce leżący poza Tatrami.
Widoki ze szczytu były cudne, pomimo czarnych chmur na niebie.
Tym razem na odwrót, widok z dużej Babiej na Małą Babią.
Ostatnie spojrzenie na Diablaka i wracamy.
Beskidzka sielanka.

Na pole namiotowe wróciliśmy tym samym szlakiem skracając go nieco przez Słowację (żółty szlak). Nie lubię powrotów tą samą drogą, jednak w tej sytuacji – pogoda cały czas była nie pewna, robiło się późno, a do tego chmury zasłaniały widoki – nie robiło to nam większej różnicy.

Trzeci dzień to zejście do Korbielowa czarnym szlakiem – takie przynajmniej mieliśmy plany. Czarny szlak był słabo oznakowany, w wyniku czego trochę pobłądziliśmy (jak się później okazało wyszło to nam na dobre). Zamiast do Korbielowa zeszliśmy do Przyborowa. Nim się rozejrzałem Gosia złapała już stopa do Jeleśni. Dalej chcieliśmy dostać się busem do Żywca, jednak okazało się, że w niedziele busy jeżdżą tam bardzo, ale to bardzo rzadko. Gosia po raz drugi wzięła sprawy w swoje ręce!

 Założyciel Geociekawostek uśmiechnięty po zjedzeniu kaszki na śniadanie.
Gosia w roli pin-up girl.
Gosia się nie poddaje i bierze sprawy w swoje ręce po raz drugi. Zabawne jest to, że w sklepie, w którym dostaliśmy karton spotkałem kumpla, z którym byłem w tamtym roku na kursie skałkowym. Utwierdziło mnie to jeszcze mocniej w przekonaniu, że świat miłośników gór jest bardzo mały. Swoją drogą człowiek, który zabrał nas stopem z Jeleśni do Żywca też był amatorem górskich wędrówek.
Ostatni posiłek przed wejściem do pociągu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz