Monte Viezzena

Cyrk związany z awarią samochodu nareszcie się skończył. Trwał prawie cały tydzień! Straciliśmy bardzo dużo czasu, dlatego po odebraniu samochodu z serwisu bezzwłocznie ruszyliśmy w utęsknione góry. Skierowaliśmy się w stronę Predazzo, do wioski Bellamonte. Wieś ta leży w Dolinie Val di Fiemme w Alpach Fleimstalskich. Góruje nad nią szczyt Monte Viezzena, wznoszący się na wysokość 2490 m n.p.m.

W Bellamonte znaleźliśmy przyzwoitą miejscówkę na nocleg. Znajdowała się ona w lesie, przy rozwidleniu szlaków. W miejscu tym stał drewniany stół z dwoma ławkami. Siedzisko było przykryte prowizorycznym dachem. Grzesiek z Magdą rozbili swój namiot obok „altanki”. Ja z Romkiem postanowiliśmy nie rozkładać namiotu i wykorzystać to co jest. Przez następne 3 noce Roman spał na stole, a ja na ławce.
 

Włoska robota

Po dniu spędzonym w Mediolanie udaliśmy się do Monzy. Celem naszej wycieczki było odzyskanie samochodu z serwisu. Całą drogę zastanawialiśmy się, dlaczego samochód przewieziono akurat tam, skoro zepsuł się w Mediolanie. Odległość między tymi dwoma miastami wynosi około 12 km! Czyżby w tak ogromnej metropolii jak Milan nie było żadnych serwisów samochodowych?

Ulica Via Vittorio Emanuele II

Draka w światowej stolicy mody

Miała być kolejna alpejska przygoda, a skończyło się na zwiedzaniu jednego z największych włoskich miast. Ta drastyczna zmiana planów spowodowana była usterką samochodu. Naszym celem były Alpy Francuskie, jednak los sprawił, że samochód odmówił posłuszeństwa w Mediolanie. Na szczęście Grzesiek - właściciel samochodu był ubezpieczony, dzięki czemu bezpłatnie zostaliśmy zaholowani do garażu (była niedziela i serwisy były nieczynne). Zapewniono nam również nocleg w trzygwiazdkowym hotelu w centrum miasta - pokój dwuosobowy kosztował 280€ za noc (wydatek ten pokrył ubezpieczyciel)! Luksus, którego nigdy bym nie doświadczył, gdyby nie awaria samochodu. 

Najbardziej charakterystyczny zabytek Mediolanu - Katedra Narodzin św. Marii

350 km nadmorskiej przygody

Wakacje tuż tuż, dlatego najwyższa pora rozejrzeć się za jakimś wyjazdem. Tym, którzy nie mają jeszcze żadnego wakacyjnego planu proponuję przeczytanie niniejszego wpisu. Może dzięki niemu wpadniecie na jakiś oryginalny pomysł. Post ten jest krótkim sprawozdaniem z mojego zeszłorocznego pobytu nad Bałtykiem. Nie będzie to historyjka o leżeniu plackiem i nic nie robieniu, tylko relacja z ciekawej wędrówki zrealizowanej za niewielkie pieniądze. Osoby lubiące chodzić oraz kochające polską przyrodę powinny zastanowić się nad zorganizowaniem podobnej przygody.

Zachód słońca nad portem w Świnoujściu

Ostatki majówki

Nasza przygoda w Alpach powoli dobiegała końca. Zobaczyliśmy wiele ciekawych miejsc, jednak wciąż było nam mało. Uzgodniliśmy, że droga powrotna nie będzie sprowadzała się wyłącznie do jazdy samochodem. Na naszej mapie zaznaczyliśmy kilka punktów, które postanowiliśmy jeszcze zobaczyć zanim wrócimy do Polski. Na początek odwiedziliśmy majestatyczne Dolomity. Zrobiliśmy sobie krótki trekking w jednym z niewysokich masywów - Odle di Èores (Aferer Geisler). Wędrówka w tych górach była męcząca, gdyż na stokach zalegała gruba warstwa śniegu (wędrowaliśmy stokiem północnym), w którym zapadaliśmy się po kolana. Można powiedzieć, że zaledwie uszczknęliśmy tych gór, a mimo to rzuciły na nas swój urok. Czuję, że wkrótce tam wrócę. 

Majestatyczne Dolomity