Stanowiska i przeloty

Miesiąc temu uczestniczyłem w kursie zimowej turystyki wysokogórskiej. Niestety zła pogoda spowodowała, że został on przerwany po zaledwie dwóch dniach. Drugą część szkolenia udało się dokończyć trzy tygodnie później w nowym miejscu. Tatry słowackie zamieniliśmy na Tatry polskie, a Zieloną Dolinę Kieżmarską na Gąsienicową Dolinę. Tym razem zajęcia przebiegły bezproblemowo, chociaż pogoda usilnie starała się to zmienić. 

Początkowo planowaliśmy nocować na Gąsienicowej Hali w Schronisku Murowaniec. Nic z tego jednak nie wyszło, gdyż schronisko pękało w szwach. Na domiar złego wprowadziło całkowity zakaz „waletowania” na podłodze. Nie przypuszczaliśmy, że o tej porze roku (końcówka kwietnia) w Tatrach będzie tak tłoczno. Oczywiście w zanadrzu mieliśmy przygotowaną zapasową opcję noclegu - Betlejemkę, czyli małą chatkę położoną niedaleko Murowańca. Ten niepozorny domek jest Centralnym Ośrodkiem Szkoleniowym Polskiego Związku Alpejskiego i pełni funkcję całorocznej bazy szkoleniowo - noclegowej dla taterników. W Betlejemce również panował ogromny ścisk, dlatego zakwaterowano nas na strychu.

Centralny Ośrodek Szkoleniowy PZA Betlejemka, 
źródło: www.pza.org.plszkoleniearticle.acsprint&id=136985

Do Betlejemki doszliśmy najprostszą, ale jednocześnie najdłuższą drogą, czyli czarnym szlakiem. Ma on ponad 7 km długości i prowadzi Doliną Suchej Wody. Jest strasznie monotonny, gdyż cały czas biegnie utwardzoną drogą (dowozi się nią towary do Murowańca). Na Gąsienicową Halę można dostać się również dwoma szlakami z Kuźnic: żółtym przez Dolinę Jaworzynka i niebieskim przez Boczań (1208m n.p.m.). Istnieje jeszcze czwarta opcja, zdecydowanie przeznaczona dla osób mało ambitnych. Należy wjechać wyciągiem krzesełkowym na Kasprowy Wierch (1978m n.p.m.), a następnie zejść żółtym lub czarnym szlakiem na Gąsienicową Halę.

Fragment Tatr Wysokich, dojście na Gąsienicową Halę
Będąc już na Gąsienicowej Hali zrozumieliśmy skąd te tłumy turystów. Otóż termin drugiej części kursu zbiegł się z XV Memoriałem Piotra Malinowskiego, czyli największymi zawodami skialpinistycznymi w Polsce. Dla osób nieznających tej dyscypliny krótkie wyjaśnienie. Skialpinizm jest sportem ekstremalnym, będącym połączeniem wspinaczki zimowej z narciarstwem. W naszym kraju jest to wciąż niszowy sport, aczkolwiek powolutku zaczyna się to zmieniać. Widać to po dużej liczbie osób biorących udział w wyżej wspomnianych zawodach.

               XV Memoriał Piotra Malinowskiego
                              źródło: http://www.pza.org.pl/news.acs?id=1318629

Pierwszy dzień kursu spędziliśmy w Gąsienicowej Dolinie. Przez kilka godzin uczyliśmy się zakładać stanowiska w śniegu z różnych rzeczy np.: z czekana, kijka trekkingowego, łopaty, czy siatki. Dobrze przygotowane stanowisko to podstawa bezpiecznej asekuracji. Następnie podzieliliśmy się na zespoły dwuosobowe i ćwiczyliśmy wydobywanie poszkodowanego ze szczeliny lodowcowej. Jedna osoba zwisała na linie udając rannego, natomiast druga osoba starała się ją wyciągnąć. Tego dnia chcieliśmy również wejść na jakiś szczyt i uskutecznić graniówkę. Niestety zamiary te uniemożliwiła nam zmienna pogoda. Raz świeciło słońce, a za parę minut padał gęsty śnieg. Przez krótką chwilę miałem wrażenie, że dojdzie do identycznej sytuacji jak na Słowacji.

Dzień drugi to w końcu długo oczekiwana wycieczka wysokogórska. Wybraliśmy się na Pośrednią Turnię (2128m n.p.m.). Zdobycie szczytu nie było naszym priorytetem. Głównym celem było przećwiczenie asekuracji lotnej. Podzieliliśmy się na dwa zespoły trzyosobowe. Członkowie każdego zespołu przywiązali się do swojej liny. Wspinaliśmy się jeden za drugim. Musieliśmy zachować odpowiednie odstępy między sobą, po to żeby lina cały czas pozostawała napięta. Zadaniem prowadzącego było zakładanie punktów asekuracyjnych tzw. przelotów, natomiast ostatnia osoba musiała je likwidować. Teoretycznie wspinaczka taka jest bardzo szybka, gdyż nie traci się czasu na zakładanie stanowisk. Nam jednak tak dobrze nie szło i wgramolenie się na Pośrednią Turnię zajęło nieco więcej czasu. Na szczycie mieliśmy krótki odpoczynek, po którym ruszyliśmy na Skrajną Przełęcz, a następnie Skrajnym Żlebem zeszliśmy do Gąsienicowej Doliny. To był ostatni i zarazem najciekawszy dzień kursu. Jeszcze tego samego dnia wróciliśmy do Zakopanego i rozjechaliśmy się do domów.

Na zakończenie link do bardzo dobrej mapy Tatr Wysokich w skali 1:25 000 (polska i słowacka część Tatr). Zachęcam do korzystania.

http://www.mapytatr.net/PRODUKTY/MAPY_TAT/WYSOKIE/SLICES/wys_ii.htm

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz