Majówka w Alpach

Weekend majowy to czas wzmożonych podróży, zarówno tych bliższych, jak i tych dalszych. Jedni wybierają się na majówkę np.: w Tatry, a inni decydują się na bardziej egzotyczne kierunki takie jak np.: Maroko. Moim zdaniem nie ma to jednak większego znaczenia, gdzie kto się wybiera. Liczy się przede wszystkim sama chęć wyjazdu oraz możliwość aktywnego spędzenia urlopu. W tym roku święta majowe wypadły w środku tygodnia, dzięki czemu biorąc zaledwie 3 dni urlopu można było mieć aż 9 dni wolnego! To wystarczająco dużo, aby wykombinować jakiś solidny wypad. 

Widok z Hohe Munde na Alpy Sztubajskie (Austria)

Swoją majówkę zaplanowałem kilka miesięcy wcześniej. Byłem umówiony z trzema osobami na wyprawę w Alpy Austriackie. Jak to często bywa, na miesiąc przed wyjazdem dwie osoby zrezygnowały. Zostałem tylko ja i Wojtek, którego samochodem planowaliśmy jechać. Rozważaliśmy różne opcje wyjazdu, jednak Wojtek uparł się na Austrię i Włochy. Przystałem na jego propozycję, aczkolwiek wybór ten nie do końca mnie przekonywał. Nigdy wcześniej nie byłem w Alpach, przez co miałem pewne wątpliwości. Skład ekipy uzupełnili: kolega Wojtka - Jarek oraz Rafał, który znalazł nasze ogłoszenie na jednym z portali podróżniczych. 

Tyrol Południowy (Włochy)
Celem wyprawy miało być sprawdzenie warunków śnieżno - pogodowych jakie panują w Alpach o tej porze roku. Chcieliśmy przekonać się na własnej skórze, czy faktycznie jest tak ciężko, jak mówią inni. Ja założyłem sobie trochę mniej skomplikowany cel, chciałem po prostu zdobyć jak najwięcej szczytów. Po pierwszym dniu wyprawy musiałem go jednak nieco zmodyfikować, ale o tym napiszę później. 

Na miejsce rozpoczęcia wyprawy wybraliśmy stolicę Wielkopolski, czyli Poznań. Zaplanowaliśmy nocny przejazd przez Niemcy, żeby w sobotę rano być już w Austrii. Z Poznania wyruszyliśmy dopiero około godziny 24, gdyż czekaliśmy na Rafała, który dojeżdżał pociągiem z Wrocławia. Jako jedyny uczestnik wyprawy nie posiadałem prawa jazdy, dlatego też nie obowiązywała mnie kolejka do kierownicy. 

Trasa przejazdu
Przed wyjazdem zrobiliśmy duże zakupy w Biedronce. Wydałem 130zł na zapasy żywności, kupiłem m.in.: gotowe obiady w słoikach (pulpety, gołąbki, fasolkę), chleb, ser żółty, kabanosy, konserwy, pasztety, słodycze itp.. Potrawy przygotowywaliśmy na kuchenkach turystycznych. Prowiant zakupiony w Polsce starczył mi na cały wyjazd, musiałem jedynie dokupić kilka litrów wody mineralnej. Skusiłem się również na lokalne piwko. 

W kilku zdaniach o tym gdzie byliśmy i co robiliśmy. Pierwszym etapem podróży i zarazem największym wyzwaniem był szczyt Hohe Munde (2662m n.p.m.) leżący w paśmie Mieminger Kette (Austria). Następnie udaliśmy się do Włoch do miejscowości Curon położonej nad jeziorem Lago di Resia. W trzecim dniu zrobiliśmy sobie trekking w Alpach Retyckich, a dokładnie po Masywie Sesvenna. Pomiędzy górskimi wędrówkami znaleźliśmy również czas, żeby zwiedzić stolicę Południowego Tyrolu – Bolzano oraz górę Altenberg, która jest ważnym symbolem kultu religijnego w regionie. Nie omieszkaliśmy również odwiedzić majestatycznych Dolomitów, które robią ogromne wrażenie. Na zakończenie wyprawy ponownie udaliśmy się w Mieminger Kette. Tym razem weszliśmy na przełęcz Niedere Munde (2059m n.p.m.). W drodze powrotnej odwiedziliśmy także jedno z największych miast Austrii – Innsbruck oraz dwa niemieckie miasta: Garmisch-Partenkirchen i Monachium. 

Kamienice przy rynku w Innsbrucku
Wszystkie noclegi przespaliśmy pod namiotami. Jedną noc spędziliśmy na polu namiotowym w Bolzano, a sześć pozostałych przespaliśmy na dziko. Wybieraliśmy przeważnie miejscówki w pobliżu strumieni i potoków, tak żeby woda do gotowania była pod ręką. Pozwoliło nam to zaoszczędzić sporo pieniędzy. Cały wyjazd kosztował mnie ok. 700 zł, z czego najwięcej wydałem na gaz, pokonaliśmy ok. 3 tys. km. Do dystansu widocznego na mapie (2267 km), należy dodać jeszcze: jeżdżenie po miastach, szukanie noclegów (nie było to wcale łatwe), błądzenie itp. Koszty gazu dzieliliśmy wyłącznie na 3, kierowca był zwolniony z tych opłat (niszczył swój samochód). Na pogodę również nie mogliśmy narzekać, gdyż była świetna. Generalnie wyjazd uważam za udany. Był to dobry trening przed czerwcowymi wyjazdami w Alpy.

Zwijanie obozowiska
Wpis ten to krótkie streszczenie z wyprawy, zawierające jedynie ogólnikowe informacje. Planuję podzielić relację na kilka mniejszych części. Ułatwi mi to pisanie, a wam czytanie. Jeśli ktoś jest zainteresowany szczegółami to zachęcam do śledzenia kolejnych wpisów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz