Największa tragedia lawinowa w Polsce

Większość Polaków, w tym i ja na pytanie: W jakich polskich górach zeszła największa lawina? – bez zastanowienia odpowiedziałaby: w Tatrach. Prawdopodobnie trochę się zdziwicie, ale jest to błędna odpowiedź. W społeczeństwie zakorzenił się stereotyp, że lawiny schodzą wyłącznie w górach wysokich. Rozumowanie takie jest bzdurą, gdyż w niższych górach lawiny stanowią również poważne zagrożenie. Przykładem są Karkonosze, w których 20 marca 1968 roku zeszła ogromna lawina. To właśnie wtedy, w Białym Jarze* rozegrała się największa tragedia w historii polskich gór. Spróbuję opowiedzieć Wam o tym wydarzeniu, chociaż nie będzie to łatwe, gdyż znalazłem wiele sprzecznych informacji na ten temat. 

*Biały Jar to wydłużone, półkoliste zagłębienie o stromych zboczach, podcinające północne stoki Równi pod Śnieżką.

W marcu 1968 roku, w Karkonoszach panowały ciężkie warunki atmosferyczne. Odnotowano wówczas obfite opady śniegu. Stary śnieg został przykryty grubą warstwą świeżego puchu. Porywisty wiatr naniósł na krawędzie Białego Jaru duże ilości śniegu, co spowodowało powstanie olbrzymich nawisów śnieżnych. Temperatura powietrza również nie była sprzyjająca, gdyż wynosiła kilka stopni powyżej zera. Pod wpływem wysokiej temperatury śnieg stał się mokry i strasznie ciężki. 17 marca zeszła nieduża lawina w Białym Jarze. Porwanych zostało 7 osób. Na szczęście wszystkich udało się uratować. Było to ostrzeżenie dla pozostałych turystów. Jak się później okazało niewystarczające. 

Akurat w okresie tym (marzec), w Karpaczu przebywała kilkudziesięcioosobowa wycieczka ze Związku Radzieckiego. Grupa postanowiła 20 marca wjechać wyciągiem krzesełkowym na Kopę. Wyciąg został jednak unieruchomiony przez szalejący wiatr. Część grupy zdecydowała się zdobyć szczyt piechotą. Przypuszcza się, że Rosjanie zostali poinformowani o niesprzyjających warunkach pogodowych oraz o lawinie, która spadła w Białym Jarze kilka dni wcześniej. Mimo tej przestrogi turyści ruszyli w góry. Z zeznań świadków wynika, że byli kompletnie nie przygotowani do wędrówki. Nie dostosowali ubioru do warunków pogodowych (kobiety miały buty na wysokich obcasach, natomiast mężczyźni eleganckie półbuty). Istnieje duże prawdopodobieństwo, że rosyjscy turyści byli pod wpływem alkoholu (widziano ich tego dnia jak kupowali napoje alkohole). Grupę w góry poprowadził pilot wycieczki - Polak. Nie posiadał on uprawnień przewodnika górskiego. 


Rozwidlenie szlaków w Białym Jarze oraz stojąca obok tablica ostrzegająca przed lawinami i informująca o zamknięciu szlaku.

Oprócz Rosjan, w góry ruszyła także wycieczka z NRD. Łącznie na Drodze Śląskiej (czarny szlak) znajdowało się wówczas 24 turystów. Około godziny 11 rozległ się głośny trzask. Oderwały się nawisy śnieżne. Ruszyła ogromna lawina niosąca ze sobą 50 tys. ton mokrego śniegu (według niektórych źródeł 70 tys. ton). Masy śniegu przemieszczały się z zabójczą prędkością 100 km/h. Zjawisko to trwało niecałą minutę (ok. 48 sekund). Śnieg w lawinie zbił się momentalnie i zamarzł. 

Akcja ratunkowa była ogromnym przedsięwzięciem. W poszukiwaniach zasypanych osób uczestniczyli ratownicy GOPRu, oddziały wojska, milicji, straży pożarnej, turyści, a także mieszkańcy Karpacza. Łącznie na lawinisku znajdowało się około 400 osób! Ze względu na warunki pogodowe poszukiwania były bardzo trudne. Cały czas istniało ryzyko zejścia lawiny wtórej. Po kilku dniach poszukiwań akcję przerwano. Z 24 osób przebywających w Białym Jarze ocalało zaledwie 5 turystów (odskoczyli do lasu). Reszta nie miała najmniejszych szans na przeżycie. Ostatnie ciała odnaleziono dopiero na początku kwietnia, kiedy przyszły roztopy. Wśród ofiar było: 13 obywateli ZSRR, 4 NRD oraz dwóch Polaków. Po tej tragedii wybudowano w Białym Jarze pomnik pamięci ofiar, który po pewnym czasie został zniszczony przez inną lawinę. 





    Archiwalne zdjęcia z akcji ratunkowej.

 Warto wymienić niektóre parametry lawiniska, żeby uzmysłowić sobie jakim była ona gigantem. Długość: od 600 do 800 m (znalazłem informacje o długości ponad 1 km, ale to już chyba lekka przesada), szerokość: od 25 do ponad 80 m, średnia grubość: około 12 m, wysokość czoła: 20 – 25 m. Dane te pomimo dużych rozbieżność i tak są rekordowe. W naszym kraju nigdy wcześniej nie odnotowano lawiny o tak imponujących rozmiarach.

Teraz trochę spekulacji. Po tragedii pojawiły się liczne teorie spiskowe. Jedna z nich głosi, że lawina nie zeszła samoistnie. Rzekomi świadkowie widzieli na przeciwległym stoku dwie osoby (podobno obcy wywiad), które wywołały lawinę. Późniejsze badania wykazały, że lawina najprawdopodobniej zeszła samoczynnie. Istnieje także plotka, głosząca, że rosyjska wycieczka nie planowała w ogóle pobytu w górach. Jej uczestnicy znaleźli się w Karpaczu w wyniku serii niefortunnych zdarzeń. Otóż w czasie wizyty we Wrocławiu zostali pobici przez milicję. W mieście odbywały się akurat protesty studentów. Milicja pomyliła się i wzięła ich za uczestników manifestacji. W ramach przeprosin, naszych zagranicznych gości wysłano na kilka dni w góry. Jest to informacja niezweryfikowana, więc trzeba traktować ją jako ciekawostkę.

W okresie zimowym fragment czarnego szlaku (Droga Śląska) przebiegający przez Biały Jar jest otwarty dla ruchu turystycznego. Zamknięty natomiast zostaje szlak żółty, łączący Kopę ze Strzechą Akademicką (biegnący po zboczach Białego Jaru). Zakaz ten nie rozwiązuje jednak całkowicie problemu. Od czasu do czasu zdarzy się „śmiałek”, który zaryzykuje i np.: zjedzie z Białego Jaru na desce snowboardowej. Sytuacja taka miała miejsce w 2008 roku. Snowboardzista spowodował zejście ogromnej lawiny, w której niestety sam zginął.

2 komentarze: