Ściąć wysokie drzewa, czyli o ludobójstwie w Rwandzie (część 3)


Maczeta stała się symbolem ludobójstwa w Rwandzie. Prawie każdy Hutu był w nią wyposażony. Uzbrojenie to było bardzo tanie (importowano je z Chin i sprzedawano miejscowym za bezcen), łatwo dostępne, a do tego niesłychanie skuteczne. Bojownicy oprócz maczet i broni palnej używali także: maczug, pał, noży, toporów oraz całej masy innego żelastwa.   

Hutu byli nadzwyczaj brutalni. Mordowali tak, aby Tutsi cierpieli jak najbardziej. Przed zabiciem znęcali się nad swoimi ofiarami i okaleczali je – większość ciał pozbawiona była kończyn. Hutu traktowali wszystkich identycznie. Nie oszczędzali kobiet, ani dzieci. 


W czasie ludobójstwa odnotowano przerażającą liczbę gwałtów. Zgwałcone kobiety zabijano, albo........robiono z nich seksualne niewolnice. Niektórym obcinano ręce, żeby w czasie napaści nie mogły się bronić. Do gwałcenia wyznaczono specjalny oddział utworzony z żołnierzy zakażonych wirusem HIV!


Masakra w Rwandzie była bardzo dobrze przygotowanym ludobójstwem. Jeden z członków rwandyjskiego rządu przyznał, że o całkowitym wyeliminowaniu Tutsi dyskutowano jawnie w parlamencie! Do ONZ docierały plotki o zbliżającej się rzezi, niestety były one ignorowane. Rwanda tak naprawdę nikogo nie obchodziła, gdyż była małym i biednym krajem, nie posiadającym żadnych złóż, leżącym daleko w Afryce. Nikt nie spieszył jej z pomocą, gdyż nikomu się to nie opłaciło. 

29 kwietnia, kiedy zginęło już ok. 500tys. osób, na jednej z konferencji, stwierdzono, że w Rwandzie „mogło dojść do aktów ludobójstwa”! Masakry tej umyślnie nie nazywano ludobójstwem, gdyż ONZ musiałoby wtedy interweniować. Europa nie interesowała się Rwandą, gdyż żyła wojną domową w Jugosławii. Mimo to, Anglicy i Francuzi postanowili zarobić na afrykańskim konflikcie, sprzedając do Rwandy broń!   

Ludobójstwo w Randzie zakończyło się wtedy, gdy wojska FPR opanowały większą część kraju wraz ze stolicą Kigali. Masakra trwała prawie 100 dni od 6 kwietnia do lipca. Według szacunków zginęło w niej od 800tys. do ponad 1mln osób! Bez wątpienia jest to jedna z największych tragedii jakie rozegrały się po II wojnie światowej. Koniec ludobójstwa nie oznaczał jednak zakończenia walk między Tutsi, a Hutu. Konflikt przeniósł się do krajów sąsiednich i doprowadził między innymi do wojny domowej w Kongu oraz w Burundi.

Opisując tą tragedię koniecznie trzeba zaznaczyć, że nie wszyscy Hutu mordowali swoich rodaków, niektórzy nawet im pomagali narażając przy tym własne życie (Hutu tacy traktowani byli tak samo jak Tutsi). To właśnie Hutu – Paul Rosesabagina – został jednym z bohaterów rwandyjskiego konfliktu. W czasie ludobójstwa pracował on w prestiżowym Hotelu Milles Collins (Francuzi nazywali Rwandę Krajem Tysiąca Wzgórz). Hotel należał do Francuzów, dlatego otoczony był specjalną ochroną UNAMIRu. Paul nikomu nie odmawiał schronienia, mimo braku wolnych miejsc. Dzięki jego znajomością, Hutu nie wtargnęli na teren hotelu po ewakuacji białych. Uratował blisko 1300 osób, zarówno Tutsi, jak i Hutu. Historia Paula i jego hotelu przedstawiona została w filmie pt. „Hotel Rwanda”. Moim zdaniem jest to najbardziej rzetelny film o ludobójstwie w Rwandzie. 

Kończąc, wspomnę jeszcze jak bardzo ,,wspaniałomyślne" i ,,pomocne" okazało się ONZ. Powołało Międzynarodowy Trybunał Kary dla Rwandy, który miał rozliczyć zbrodniarzy z ich przestępstw. Umyślnie nie podam ile osób zatrzymano i skazano, gdyż są to naprawdę śmieszne liczby. Zastanawiam się, dlaczego ONZ wydaje ogromne sumy na procesy ciągnące się latami oraz utrzymuje morderców w więzieniach, a nie ma pieniędzy na ratowanie niewinnych ludzi. Zapewne większość z Was powie, że interwencja zbrojna kosztuje dużo więcej, ale czy rzeczywiście tak jest?  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz